Otwarcie żłobków i przedszkoli. Maluchy wróciły do zajęć stacjonarnych w komplecie. Rodzice odetchnęli

Olga Krzyżyk
Olga Krzyżyk

Wideo

Zobacz galerię (4 zdjęcia)
W Polsce wciąż mamy lockdown - zamknięte są centra handlowe, baseny, zakłady fryzjerskie, siłownie czy hotele - ale od 19 kwietnia otwarte ponownie zostały żłobki i przedszkola. Maluchy z radością wróciły do zajęć stacjonarnych. Dzieci były zachwycone, że mogły spotkać się z rówieśnikami oraz swoimi wychowawcami. Jak wygląda powrót dzieci do przedszkoli? Sprawdziliśmy.

Otwarcie żłobków i przedszkoli. Dzieci z radością wróciły do zajęć stacjonarnych

Od poniedziałku, 19 kwietnia, w Polsce otwarto żłobki i przedszkola. To pierwszy krok luzowania obostrzeń, na który zdecydował się polski rząd.

- Podjęliśmy decyzję o przedłużeniu obowiązywania restrykcji o tydzień z jednym wyjątkiem. Od 19 kwietnia dzieci wrócą do przedszkoli i żłobków - mówił w środę 14 kwietnia Adam Niedzielski, minister zdrowia. Przywrócono także możliwość uprawiania sportu na świeżym powietrzu. Sprawdziliśmy, czy maluchy wróciły do przedszkoli.

- Dzieci wróciły do przedszkola już w poniedziałek - 3 z 4 grup, ale z czasem do placówki wrócą także pozostałe przedszkolaki. Oczywiście wciąż obowiązuje reżim sanitarny, ale do tej sytuacji jesteśmy już przyzwyczajeni, tak samo rodzice. Powrót do zajęć stacjonarnych dużo daje dzieciom. Zawsze bezpośredni kontakt i stacjonarne zajęcia dydaktyczne są lepsze dla dzieci - mówi Urszula Suska, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 3 w Świętochłowicach.

- Niektórzy rodzice i w trakcie zdalnych zajęć informowali nas o postępach dzieci czy przesyłali prace przygotowane przez swoje dzieci, ale niestety nie ze wszystkimi był stały kontakt. Na miejscu, nauczycielki widzą jakie są postępy dziecka, jak przebiega jego rozwój. Tego brakuje w zajęciach zdalnych - dodaje dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 3 w Świętochłowicach.

Aby opanować tempo rozwoju COVID-19, od 27 marca wprowadzono w Polsce dodatkowe restrykcje, w tym zamknięto żłobki i przedszkola. Wyjątkiem było jednak sprawowanie opieki nad dziećmi pracowników medycznych i służb porządkowych (m.in. żołnierzy, funkcjonariuszy policji i straży pożarnej). We wszystkich poziomach nauczania wprowadzono także naukę zdalną. W Przedszkolu nr 5 w Mysłowicach w ubiegłym tygodniu w ogóle nie było dzieci. Placówka całkowicie przeszła na zdalny tryb. Teraz wróciły normalne - stacjonarne - zajęcia.

- Już pierwszego dnia po otwarciu przedszkola - w poniedziałek, 19 kwietnia - w placówce mieliśmy tyle samo dzieci, co przed wprowadzeniem lockdownu. Dziś w przedszkolu jest około 130 maluchów. Otwarcie żłobków i przedszkoli to ogromny plus dla dzieci i ich rodziców, a także pracowników placówek. Zajęcia zdalne nie zastąpią bezpośredniego kontaktu z rówieśnikami, a rodzice nie są nauczycielami, często też nie mają czasu, dlatego uważam, że ważnym jest to, by dzieci mogły chodzić do przedszkola - podkreśla Małgorzata Słonina, dyrektorka Przedszkola nr 5 w Mysłowicach.

W Przedszkolu nr 5 w Mysłowicach jest łącznie ok. 180 dzieci i około 36 pracowników. Jak podkreśla dyrektorka placówki - Małgorzata Słonina - ważne jest, by dzieci chodziły do przedszkola, ale zdaje sobie też sprawę, że transmisja koronawirusa wśród dzieci jest duża. Placówka musiała już kilka razy zostać zamknięta z powodu zakażeń. Tak było m.in. na przełomie września i października, gdy doszło do zakażeń wśród pracowników placówki i w lutym tego roku, gdy potwierdzono zakażenie koronawirusem wśród jednego z naszych pracowników i około czwórki naszych dzieci.

- Mamy duże przedszkole, które liczy osiem oddziałów. Oczywiście, że dzieci również zakażają się koronawirusem. Wzrost zakażeń był widoczny przede wszystkim w lutym tego roku. Mam nadzieję, że ta przerwa zahamuje przyrost liczby zakażeń, bo mieliśmy już sytuacje takie, że musiały zostać zamknięte poszczególne oddziały czy całe przedszkole. Dziś pracujemy jednak normalnie, ale oczywiście z zachowaniem reżimu sanitarnego - podkreśla dyrektorka Przedszkola nr 5 w Mysłowicach.

Powrót dzieci do przedszkoli a wypłata zasiłków opiekuńczych

Powrót najmłodszych do przedszkoli i do edukacji stacjonarnej od początku było kwestią priorytetową dla rządu. Już w trakcie ogłoszenia przedłużenia restrykcji minister zdrowia Adam Niedzielski, mówił o otwarciu żłobków i przedszkoli, jako pierwszym kroku luzowania obostrzeń. Przypomnijmy, że żłobki i przedszkola zostały ponownie otwarte 19 kwietnia. Zamknięte pozostają w dalszym ciągu baseny, siłownie, hotele, galerie handlowe ( z pewnymi wyjątkami m.in. czynne są apteki czy drogerie) czy usługi fryzjerskie i kosmetyczne.

Od 19 kwietnia 2021 r. została przywrócona stacjonarna działalność przedszkoli, innych form wychowania przedszkolnego oraz oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych.

Otwarcie żłobków i przedszkoli ma też swój wymiar ekonomiczny. Zamknięcie tych placówek to dodatkowe koszty dla rządu. Dlaczego? W czasie, gdy żłobki i przedszkola są zamknięte to rodzicom za opiekę nad dzieckiem w domu przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy. Wynosi on 80 proc. wynagrodzenia i wypłaca się go za każdy dzień, w którym sprawowana jest opieka, także za dni ustawowo wolne od pracy.

Dodatkowy zasiłek przysługiwał rodzicom czy opiekunom dzieci do 8 roku życia i rodzicom i opiekunom dzieci niepełnosprawnych, które mają mniej niż 18 lat. Otwarcie żłobków i przedszkoli sprawia, że nie trzeba wypłacać zasiłku z tego powodu, że placówki są zamknięte.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie