Wybierz region

Wybierz miasto

    Znany kardiochirurg winny rozgrabienia majątku kombinatu sadowniczego

    Autor: Marek Świercz

    2006-03-17, Aktualizacja: 2006-03-17 08:18 źródło: Dziennik Zachodni

    Legendarny śląski kardiochirurg profesor Stanisław P. (na zdjęciu) jest współwinny rozgrabienia majątku kombinatu sadowniczego Grudynia - orzekł wczoraj opolski Sąd Okręgowy i skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu ...

    Legendarny śląski kardiochirurg profesor Stanisław P. (na zdjęciu) jest współwinny rozgrabienia majątku kombinatu sadowniczego Grudynia - orzekł wczoraj opolski Sąd Okręgowy i skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, 100 tysięcy złotych grzywny oraz pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk w spółkach prawa handlowego. Andrzej B., biznesmen z Sosnowca z kryminalną przeszłością, został przez sąd uznany za "mózg operacji" wyprowadzania majątku kombinatu. Sąd skazał go na 3,5 roku więzienia bez zawieszenia, 100 tysięcy złotych grzywny oraz analogiczny 5-letni zakaz kierowania spółkami. Jego brat Józef B., oskarżony o pomoc w ukrywaniu majątku Grudyni, dostał 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

    - Sąd w pełni podziela argumentację oskarżyciela publicznego - stwierdził przewodniczący składu orzekającego Robert Mietelski.

    Oskarżeni i ich adwokaci nie zjawili się na ogłoszeniu wyroku. Wyrok nie jest prawomocny.

    Upadek Przedsiębiorstwa Produkcji Sadowniczej Grudynia nie był zwykłą biznesową plajtą, jak przekonywali sąd adwokaci, ale efektem świadomego działania oskarżonych usiłujących odzyskać włożone w pieniądze spółkę. Tak orzekł wczoraj opolski Sąd Okręgowy. Nie tylko podzielił argumentację oskarżenia, ale także wymierzył kary surowsze (znacznie wyższe grzywny) od tych, których domagał się prokurator. - Oskarżeni są winni bez cienia wątpliwości - stwierdził sędzia Robert Mietelski.

    Stanisława P. sąd skazał na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, 100 tysięcy złotych grzywny oraz pięcioletni zakaz zajmowania stanowisk w spółkach prawa handlowego, Andrzeja B. na 3,5 roku więzienia bez zawieszenia, 100 tysięcy złotych grzywny oraz analogiczny 5-letni zakaz kierowania spółkami, a jego brata Józefa B. na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

    To była wyjątkowo głośna sprawa. Na Opolszczyźnie oburzano się na wieloletnią bezsilność komorników, którzy nie potrafili zapobiec grabieniu majątku sławnego kombinatu sadowniczego w Grudyni. W województwie śląskim dziwiono się z kolei, że na ławie oskarżonych - obok biznesmenów działających na granicy prawa oraz pospolitych kryminalistów - zasiadł prof. Stanisław P., sławny śląski kardiochirurg. Ta sprawa zaciążyła na jego wizerunku i przed ostatnimi wyborami uniemożliwiła mu wejście na scenę polityczną w barwach Samoobrony.

    Obrońcy oskarżonych przekonywali sąd, że nie było przestępstwa, a jedynie zwykła plajta, jakich wiele zdarza się na wolnym kapitalistycznym rynku. Zapewniali, że nie było grabienia majątku, a jedynie próby ratowania upadającego kombinatu. Twierdzili też, że nie można mówić o uniemożliwieniu egzekucji komorniczej, bo Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa w Opolu wcale nie kwapiła się z odzyskaniem swoich należności, czego dowodem miały być kolejne ugody podpisywane z PPS Grudynia. Sąd nie zgodził się jednak z takim rozumowaniem. - Sąd w pełni podziela argumentację prokuratury. Wymierzona kara jest adekwatna do stopnia winy. Sąd uznał, że istotniejsza jest tu kara majątkowa, stąd wysokie grzywny. Naprawa szkód to kwestia ewentualnego dalszego postępowania cywilnego - stwierdził sędzia Mietelski w ustnym uzasadnieniu.

    Według prokuratury - a dziś wiemy już, że i sądu - historia upadku Grudyni wyglądała następująco. Prof. Stanisław P. miał w spółce 76 proc. udziałów i był przewodniczącym Rady Nadzorczej, czyli mógł przegłosować, a potem zatwierdzić, co tylko chciał. Już pod koniec 1998 kombinat był niewypłacalny i powinien ogłosić upadłość. Nie zrobił tego, nie płacił też należności na rzecz AWRSP, i to mimo kilku sądowych wyroków. Do bram kombinatu dobijali się komornicy, więc na początku 2001 roku Stanisław P., wspierany przez wiceszefa Rady Nadzorczej Andrzeja B., postanowił odzyskać pieniądze zainwestowane w spółkę. Wystąpił w roli wierzyciela i dokonał cesji swoich wierzytelności (najpierw na rzecz spółki Rembud a potem na rzecz firmy założonej przez Bartosza B., syna Andrzeja). Te cesje stały się podstawą prawną do przejmowania majątku kombinatu w drodze absurdalnych z gospodarczego punktu widzenia umów sprzedaży i dzierżawy. Jak podliczono, AWRSP straciła 10,8 miliona złotych, a sam kombinat Grudynia - 2,7 miliona złotych.

    - Kombinat został pozbawiony majątku i całkowicie stracił możliwość prowadzenia działalności - podsumował sytuację sędzia Mietelski.

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.