Wybierz region

Wybierz miasto

    Zbigniew Nowak: Nie jestem bohaterem

    Autor: Sebastian Reńca

    2006-03-07, Aktualizacja: 2006-03-07 11:27 źródło: Dziennik Zachodni

    Dłużej od Zbigniewa Nowaka przetrwał pod ziemią tylko Alojzy Piontek. W rozmowie z DZ Nowak powiedział, że duch tamtego górnika towarzyszył mu w ciemnościach na dole.

    Dłużej od Zbigniewa Nowaka przetrwał pod ziemią tylko Alojzy Piontek. W rozmowie z DZ Nowak powiedział, że duch tamtego górnika towarzyszył mu w ciemnościach na dole.
    - Jakby nie on i rodzina, to nie wiem co by się stało. Też pomógł mi przeżyć. Przypuszczam, że jego duch krążył gdzieś koło mnie. Skoro on mógł wytrzymać, a był bardzie poszkodowany ode mnie, to pomyślałem sobie, że spróbuję tak jak on - wspomina górnik.



    Górnik ma wciąż w pamięci moment tąpnięcia. - Na początku był wielki huk, kupa larma, pył, ciemność. Jak to wszystko opadło, to się znalazła lampa i potem się oglądało co się stało. Gdzie jestem, mniej więcej w jakim położeniu, jak wygląda to miejsce? Szukałem drogi gdzie by szło wyjść. No, ale nie szło.

    Przez 2-3 dni lampka jeszcze świeciła, kiedy zgasła, pan Zbigniew stracił rachubę czasu. Znał godzinę, ale nie wiedział czy jest dzień czy noc. Dziś na ręku ma nowy zegarek. Podarowała mu go żona Marlena. Zegarek ma podświetlany datownik i godziny.

    Był głodny, jedyne co nadawało się do zjedzenia, to były kartki z notesu. - W końcu pomyślałem, że je spróbuję. Jak się ich trochę nawcinam, to ten brzuch się uspokoi ździebko i jakoś się to przeżyje.

    Gdy do głowy przychodziły złe myśli i brak nadziei, to śpiewał, krzyczał, gwizdał. Żeby tylko zabić te myśli.



    Przed oczami miał całe swoje dotychczasowe życie, śnił o nim i myślał. - Przypominałem sobie całe swoje życie, od początku. Jak się poznałem z Marleną, jak zaczęliśmy ze sobą chodzić, później wesele, jak Laurusia się urodziła. Cały czas praktycznie myślałem o żonie i córce. One mnie trzymały przy życiu. Ja się modliłem i oni się modlili.

    Pan Zbigniew nie stracił nadziei, że ratownicy w końcu przyjdą po niego: - Wiedziałem, że jak przyjdą, to mogą mi powiedzieć, żeby im pomóc. Dlatego nie mogłem dopuścić do tego, żeby mieć zastane kości. Leżałem, siedziałem, kucałem. Zmieniałem pozycje.



    W ubiegły poniedziałek ratownicy w końcu dotarli do niego. Moment, w którym zobaczył lampkę górniczą i usłyszał ich głosy zapamięta do końca życia.

    - Wtedy pomyślałem, że jestem w domu. Jeszcze chwila i będzie po wszystkim. To było nawet lepsze i mocniejsze, niż ten pierwszy łyk wody od nich. Człowiek już tyle czasu klupie i nic, i nic, a za chwilę słyszy "cicho, cicho, coś słychać". Wtedy ja zacząłem głośniej klupać, miałem taki drut, którym klupałem. Zawołałem też do nich.

    Oprócz wody poprosił również jabłko.

    - To było, jakby to powiedzieć, dwa symbole są dla mnie. Woda - życie, jabłko też życie. Jabłko było pierwszą rzeczą jaka mi przyszła na myśl.



    Nie czekał aż przyjdą do niego, sam ruszył w ich kierunku. Nie dopuszczał do siebie myśli, że teraz mogłoby się coś stać.

    - Jak człowiek siedzi tak długo, to nie ma czasu żeby się zmęczyć. Nawet choćby człowiek był nawet zmęczony, to w takich chwilach dostaje takiego kopa i siły, zaczyna się żyć. Najpierw zobaczyłem lampkę ratownika, jak jego zobaczyłem... Doszliśmy do siebie, podaliśmy sobie ta pierwsza pacia. Nie pozwoliłem żeby mnie położyli na noszach, bo tam było tak wąsko, że oni by się męczyli i ja bym się męczył. To by długo trwało, ponieważ nosze są sztywne. A tam się trzeba było schylić, kolano podciągnąć. Szybciej to poszło.

    Ratownicy powiedzieli mu, że był zasypany przez dwa dni i jest czwartek. Panu Zbyszkowi trudno było w to uwierzyć. O tym, że jest poniedziałek dowiedział się od lekarza w karetce. Dopiero w 20 minut po tym, jak trafił na salę szpitalną lekarz odsłonił mu oczy. Wtedy po raz pierwszy od pięciu dni zobaczył córkę i żonę.



    Najprawdopodobniej już w piątek górnik z Halemby opuści szpital. Zaczęło się odliczanie kolejnych dni.

    - Pojadę do domu. Przez jakiś czas, na spokojnie będziemy siedzieć i cieszyć się sobą. Z córką się pobawię, z żoną porozmawiam, wypiję z nią kawę. Podziękuję świętej Barbarze. Potem pójdę z kolegami na piwo.

    Nie czuje się bohaterem. Bohaterami są dla niego ci, którzy po niego przyszli, którzy ratują ludziom życie.

    Państwo Nowakowie marzą już tylko o spokoju. Podkreślają, że są i będą normalną szarą rodzina jakich wiele w Polsce. Cenili to sobie zawsze i dalej jest to dla nich najważniejsze.

    Pan Zbigniew jeszcze nie umie odpowiedzieć na pytanie czy zjedzie na dół.

    - Nie wiem tego na razie i o tym nie myślę. Muszę spokojnie porozmawiać z rodziną, jak miną te wszystkie emocje. Jak będzie już codzienność, to będę myślał o tym czy zjechać. Na tę decyzję przyjdzie czas. •

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.