Wybierz region

Wybierz miasto

    W pierwszą rocznicę śmierci oddaliśmy hołd Janowi Pawłowi II

    Autor: Marek Twaróg (ba)

    2006-04-03, Aktualizacja: 2006-04-04 07:30 źródło: Dziennik Zachodni

    W całym kraju, a także w wielu miejscach na świecie, odbywały się rocznicowe uroczystości po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Ich kulminacja nastąpiła wczoraj o 21.

    W całym kraju, a także w wielu miejscach na świecie, odbywały się rocznicowe uroczystości po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II. Ich kulminacja nastąpiła wczoraj o 21.37, dokładnie rok po tym, jak papież z Polski zmarł w Watykanie.

    Wczoraj wieczorem na placu Piłsudskiego w Warszawie odprawiona została msza św. pod przewodnictwem prymasa Józefa Glempa. Z kolei w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach mszy świętej przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk.

    W rodzinnym mieście papieża, w Wadowicach, na rynku odprawiono wczoraj dwie polowe msze święte. Uroczystości wieńczyła Droga Krzyżowa ze świecami oraz - punktualnie o godzinie 21.37 - modlitwa przed Domem Jana Pawła II.

    Msza św. odprawiona została także w bazylice bliskiego sercu papieża sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej.

    W Częstochowie przez całą niedzielę trwała "Jasnogórska Modlitwa ze Sługą Bożym Janem Pawłem II".

    Punktualnie o godzinie 21.37 w całej Polsce rozdzwoniły się kościelne dzwony. Zabrzmiały też dźwięki syren.





    Katowice

    Arcybiskup Damian Zimoń przewodniczył mszy św. w intencji Jana Pawła II, która rozpoczęła się o godz. 18 w katowickiej Archikatedrze Chrystusa Króla. Arcybiskup jeszcze raz zaapelował do licznie zebranych wiernych, że tak samo ważna jest pamięć o Ojcu Świętym z Wadowic, jak też o jego licznych naukach, w których papież nakłaniał nas zawsze do miłosierdzia i solidarności - tej najprostszej, międzyludzkiej.

    Po mszy Chór i Orkiestra Filharmonii Śląskiej wykonali "Requiem" Andrew Lloyda Webbera. Następnie zgromadzeni w Archikatedrze oddali się czuwaniu modlitewnemu. Planowano je zakończyć dokładnie o pamiętnej godzinie 21.37. Jednak po tym czasie wielu modliło się dalej, łącząc się w zadumie ze swoim ukochanym papieżem.



    Wadowice

    W Wadowicach na zadaszonej scenie na rynku odprawiono wczoraj dwie msze polowe. Przed rzeźbą głowy papieża, ustawioną rok temu przed bazyliką, płonęły setki zniczy, które pielgrzymi ułożyli w kształt serca. Wielu z nich miało wpięte białe wstążeczki, symbol pamięci. - Jesteśmy z Katowic, ale mamy tu niedaleko domek i zawsze na niedzielną mszę świętą przyjeżdżamy do Wadowic. To miejsce emanuje energią Ojca Świętego i my z niej czerpiemy. Papież jest bardzo bliski Ślązakom - powiedziała Dorota Krawciak.

    Do Wadowic przyjechał wczoraj także prezydent Lech Kaczyński.



    Kraków Łagiewniki

    O pojednanie i jedność zaapelował do Polaków metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz podczas niedzielnej mszy św. odprawionej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie - Łagiewnikach w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Mszy w intencji beatyfikacji i kanonizacji Jana Pawła II przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk. Uczestniczyli w niej prezydent Lech Kaczyński i premier Kazimierz Marcinkiewicz. W łagiewnickiej bazylice i przed nią zgromadziło się około 10 tysięcy wiernych z całego kraju, a także pielgrzymi z zagranicy. Kard. Dziwisz podziękował wszystkim uczestniczącym w nabożeństwie za "świadectwo miłości do Ojca Świętego". Przypomniał, że kiedy przed rokiem Jan Paweł II odchodził wszyscy byli z nim w jego przejściu do "Domu Ojca". Świat jakby zatrzymał się na ten moment. W tych doniosłych chwilach wytworzyła się niezwykła jedność i jednocześnie wdzięczność Bogu Wszechmogącemu za Sługę Bożego Jana Pawła II - mówił kardynał.

    Dziwisz odniósł się do sytuacji w Polsce. - Warunkiem właściwego przeżywania Paschy Jezusa jest pojednanie z braćmi. (...) Trzeba, abyśmy i to dostrzegali w Testamencie Sługi Bożego i zrealizowali w naszym życiu - mówił kard. Dziwisz. - Zbliżające się Święta Wielkanocne wzywają nas do pojednania. Nagłaśniane przez media wiadomości nie jednoczą lecz dzielą. Wielkanocne Misterium wzywa do przebaczenia, do pojednania - podkreślił. Po mszy św. kardynał mówił dziennikarzom, że swój apel kierował do całej Polski.





    Warszawa

    Mimo, że główne uroczystości zaplanowano na niedzielę wieczór, warszawiacy przychodzili na Plac Piłsudskiego i zapalali znicze już od piątku. - To tu Jan Paweł II wypowiedział te ważne słowa "Niech zastąpi duch twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Byłam tu wtedy, byłam rok temu, musiałam przyjść i dziś - mówiła Zofia Krupińska, która z całą rodziną przyszła w niedzielę na Plac Piłsudskiego.

    W niedzielę po południu pod tym właśnie kościołem poświęcono tablicę z pamiętnymi słowami - "Szukałem was, teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję", które papież miał skierować do młodzieży tuż przed swoją śmiercią.

    Do Warszawy przyjechał specjalnie na ten dzień słynny tenor, Placido Domingo. Pod jego dyrekcją odbył się w niedzielny wieczór w Teatrze Wielkim koncert "Jan Paweł II in Memoriam". Kulminacyjnym momentem uroczystości w Warszawie była msza święta odprawiona pod przewodnictwem prymasa Polski Józefa Glempa.

    O 21: 37 tłumy modliły się nie tylko na placu, ale i w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, gdzie zaplanowano koncert "Godzina 21.37 żałobą okryta" oraz w katedrze p. w. św. Michała Archanioła i św. Floriana, gdzie z uroczystym koncertem wystąpiła Orkiestra Symfonia Viva.





    Korespondencja z Rzymu: - Już płaczę, widzicie? - Urszula Wojtyczka z Katowic, spojrzała na nas, gdy wchodziła wczoraj na Plac Św. Piotra. Była w gronie kilku tysięcy Polaków, którzy przybyli do grobu Jana Pawła II. Radość, że jest w takim miejscu mieszała się ze wspomnieniami sprzed roku, uniesienie, jakiego doznawała na widok tego niezwykłego miejsca, przeplatało się z uczuciem zmęczenia, jakie towarzyszyło pielgrzymce. Rzym był wczoraj polski, plac przez Bazyliką tonął w bieli i czerwieni, wszędzie nasz język. I wszechobecne łzy wzruszenia, łzy ciepłych wspomnień, miłości i tęsknoty.

    - Jakie zmęczenie? - zdziwiła się naszemu pytaniu Malwina Jurczyk z Bielska-Białej, gdy wczoraj rano wychodziła ze specjalnego pociągu Pro Memoriam relacji Warszawa-Katowice-Rzym.

    Tuż obok wychodzi Paweł Wilkniewski z Poznania. Jest niewidomy, pomaga mu przyjaciel Rafał Matuszewski. - Rok temu, na miesiąc przed śmiercią Ojca Świętego umarła mi mama. Jestem tutaj, by pomodlić się w intencji papieża i niej. Brakuje mi ich.

    Przed południem na plac weszła cała grupa z katowickiego Biura Pielgrzymkowego "Ave". A w niej dziewięcioletnia Karolina. Speszona, początkowo nie mówi, co skłoniło ją do przyjazdu do Rzymu. Papież, rocznica, modlitwa za rodziców... Dopiero jej babcia, która stała obok, tłumaczy otwarcie. - Bóg ją uzdrowił, ta piękna, mała dziewczynka jest już zdrowa, wyniki ma dobre - widać, że mówienie o chorobie wnuczki nie jest dla babci łatwe. - Podejrzewano stwardnienie rozsiane... Stwardnienie rozsiane w tym wieku? Modliliśmy się. I nagle - choroba się cofnęła. Dziękujemy, dziękujemy!

    W katowickiej grupie niezwykła para z Żywca - Franciszka i Stanisław Zembaczyńscy. Przyjechali, by podziękować za wspólnie przeżyte 50 lat. - Wie pan, jaka to wartość? - pyta pani Franciszka i wyrzuca jednym tchem: - Zgodne małżeństwo i rodzina, dobre dzieci... Mamy cztery wspaniałe córki... To są rzeczy najważniejsze.

    Przed bazyliką stoją też Krystyna Janota i Stefan Daszyński z Gliwic. 80 lat na karku! Też chcą podziękować. Trzymają się za ręce. Patrzą na siebie z czułością. - Tak byśmy chcieli jeszcze pożyć - proste, od serca, wyznanie brzmi niezwykle w ustach starszych, doświadczonych, mądrych ludzi.



    Na godzinę przed Aniołem Pańskim na Placu Św. Piotra już tłumy. Wszędzie nasze flagi. Transparent "Santo Subito" - przywieziony przez parafię z Sędziszowa.

    Ale już oczy wszystkich skierowane są na inną grupę - z Krakowa i spod Skawiny. Śpiewają, grają na gitarze, ktoś uderza w bębny. Potem uśmiechy znikają, robi się ciszej. I wreszcie pierwsze takty. Tej pieśni zabraknąć tu nie mogło. Zagraniczni pielgrzymi nie bardzo wiedzą, o co chodzi, ale Polacy podchwytują natychmiast. I już płynie "Barka" - jak zawsze, gdy płyną wspomnienia o Janie Pawle II.



    Władze miasta, nauczone doświadczeniem z zeszłego roku, zadbały o wszystko. Wyzwanie było zdecydowanie mniejsze. Podczas gdy wtedy w Wiecznym Mieście mogły być nawet 2 miliony ludzi, wczoraj oczekiwano 100 tysięcy pielgrzymów. Już od soboty na ulicach pojawili się wolontariusze, skłoni pomóc każdemu w dotarciu do hotelu czy autokaru. Zamknięto część najbliższych Bazylice ulic, wprowadzono zakazy parkowania, by auta nie przeszkadzały idącym pielgrzymom. Oczywiście uaktywnili się sklepikarze i uliczni handlarze. Wszędzie można dostać koszulki z wizerunkiem Jana Pawła II i rocznicowym napisem.












    Im ciemniej, tym robiło się ciszej. Gdy zapadał zmrok, ludzie jakby naturalnie zniżali głosy. Gwarny jeszcze późnym popołudniem Plac Św. Piotra zmieniał się wraz ze zbliżaniem się godziny 20.30. Po chwili zaświeciły się latarnie, ktoś uznał więc, że pora zapalić pierwsze świeczki, potem kolejne i następne. Nie minęło kilka minut, a Plac przed Bazyliką tonął w blasku migających płomieni. W Watykanie zaczynał się modlitewny wieczór w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II.



    Już przy wejściu na Plac Św. Piotra każdy pielgrzym dostał świece - Włosi potrafią to zorganizować, takie same świece rozdają tysiącom ludzi przed słynną Drogą Krzyżową w Koloseum. Ale tym razem nie kroczyliśmy z Chrystusem do krzyża - wczoraj powróciliśmy do cierpienia Jana Pawła II. Według szacunków, kilkadziesiąt a może i sto tysięcy ludzi - w tym kilkanaście tysięcy z Polski - chciało być w miejscu, z którym w zeszłym roku łączył się cały świat. Chciało patrzeć w okna, które mocno rozświetlone rok temu stały się symbolem. Chciało zapalić świece w miejscu, w którym dwanaście miesięcy temu było ich tysiące. - Kochany Ojcze Święty, minął rok, a my znowu jesteśmy na Placu Św. Piotra. Nie ma Ciebie wśród nas, ale przecież wiesz, że jesteś w naszych sercach - tak zaczynał się odręcznie napisany list, który leżał pod obeliskiem w sercu Placu Św. Piotra.

    Wszędzie Polacy, Włosi, sporo hiszpańskojęzycznych grup, są Chorwaci. Widać przywieziony z daleka wielki obraz Jezusa Miłosiernego. Ktoś podświetla go latarką, tak że serce Chrystusa rozświetla prawdziwy blask. Jeszcze więcej Polski, jeszcze więcej Łagiewnik w Watykanie. Po co ci ludzie tutaj przyjechali? - Nie czuje pan, jacy tutaj jesteśmy bezpieczni? Papież ucząc nas Chrystusa, sprawił, że się kochamy i szanujemy. Chcemy wracać do jego nauk i do tej wzajemnej miłości. Dlatego tutaj jesteśmy - tłumaczy Maria z Rijeki, od stóp do głów ubrana w chorwackie barwy narodowe.



    Ten wspaniały wieczór rozpoczął się od fragmentu "Tryptyku Rzymskiego". Poezja Karola Wojtyły wracała jeszcze kilkakrotnie. Był "Magnificat", był "Stanisław". Choć w Polsce wiemy doskonale, że papież był poetą, niektórzy zagraniczni pielgrzymi słuchali tych słów jak starej, odgrzebanej gdzieś modlitwy, która przypadkiem pasuje w ten niezwykły czas. Dziwili się, gdy słyszeli wytłumaczenie, że to poezja Karola Wojtyły. Było przejmujące wspomnienie ostatnich godzin papieża (po których zapadła długa cisza), ale też jego słowa z inauguracji pontyfikatu z pamiętnego 22 października 1978 roku.

    Przed 21.00 w swym oknie pojawił się Ojciec Święty Benedykt XVI. - Nel nome del Padre e del Figlio e dello Spirito Santo - zaczął tak dobrze znanymi słowami. Jego głos zabrzmiał szczególnie mocno.

    Rozpoczął się różaniec. Tak jak za dnia (grupy spontanicznie spotykały się i modliły) tak i teraz - każdy odmawiał go w swoim języku. Ale idąc wolno przez Plac Św. Piotra odnosiło się wrażenie jakiejś dziwnej harmonii, choć przecież każdy wypowiadał swoje słowa. Jakby nagle bariera językowa przestała istnieć. Wszyscy się rozumieli? Czy to była ta miłość o której mówiła Chorwatka Maria?



    Benedykt XVI powiedział o 21.37, w godzinę śmierci Jana Pawła II, że pamięć o nim nie przestaje być żywa i że wciąż jest on obecny w umysłach i sercach. Zwracając się do wiernych, zgromadzonych na Placu świętego Piotra na czuwaniu maryjnym oraz w Krakowie, papież skierował słowa specjalnych pozdrowień dla kardynała Stanisława Dziwisza. Nazwał swego poprzednika "kochanym Janem Pawłem II".

    Wierni skandowali hasło "Santo Subito".

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.