Wybierz region

Wybierz miasto

    Szefowie MTK wiedzieli, że hodowcom gołębi grozi śmierć

    Autor: Teresa Semik

    2006-02-23, Aktualizacja: 2006-02-23 13:42 źródło: Dziennik Zachodni

    Do wystawy gołębi w ogóle nie powinno dojść w hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Kierownictwo spółki doskonale wiedziało, że ludziom grozi śmierć. Już na początku stycznia doszło do poważnej awarii dachu.

    Do wystawy gołębi w ogóle nie powinno dojść w hali Międzynarodowych Targów Katowickich. Kierownictwo spółki doskonale wiedziało, że ludziom grozi śmierć. Już na początku stycznia doszło do poważnej awarii dachu. Wczoraj prokuratura wystąpiła do sądu o tymczasowe aresztowanie ówczesnego członka Zarządu MTK - Ryszarda Z. oraz dyrektora ds. technicznych Adama H. Podejrzani są o spowodowanie katastrofy budowlanej, w wyniku której śmierć poniosło 65 osób, a 140 zostało rannych. Za już przedstawione zarzuty grożą im kary więzienia - do ośmiu lat. Prokuratura obawia się również mataczenia z ich strony i utrudniania śledztwa.

    Na początku stycznia 2006 roku wezwany do hali nr 1 rzeczoznawca budowlany stwierdził odkształcenie się elementów stalowych dachu na długości 70 m. Dach ugiął się pod wpływem grubej warstwy śniegu na głębokość 20 cm. Rzeczoznawca budowlany, którego wezwało na miejsce kierownictwo spółki, polecił: kontakt z projektantem, ponowne pomiary dopuszczalnych ugięć konstrukcji, usunięcie śniegu.

    Kierownictwo targów doskonale wiedziało, że do podobnej awarii doszło z powodu zalegającego śniegu już w 2002 roku i że konstrukcja dachu została wówczas bardzo poważnie naruszona. Mimo tych ostrzeżeń zignorowali awarię z początku stycznia 2006 roku i w ogóle nie zastosowali się do poleceń rzeczoznawcy. Nie mieli prawa w tej sytuacji organizować targów hodowców gołębi i narażać ludzi na tak straszne niebezpieczeństwo.

    Członkowie Zarządu MTK - Ryszard Z. oraz Bruce R. wyjechali sobie w tym czasie na imprezę integracyjną do Hiszpanii.


    Drugą noc spędzili za kratkami przedstawiciele kierownictwa Międzynarodowych Targów Katowickich podejrzani o przyczynienie się do zawalenia się hali wystawowej. Prawdopodobnie dziś sąd zdecyduje o ich tymczasowym aresztowaniu. Wiedzieli, że ludziom grozi śmierć, gdyż już na początku stycznia br. ugięła się konstrukcja dachu - odkształcił się wiązar konstrukcyjny pod wpływem 70-centymetrowej warstwy śniegu.

    - Znając te problemy godzili się na dalsze użytkowanie hali. Wiedzieli, że może to spowodować bezpośrednie niebezpieczeństwo zawalenia się dachu - mówi Tomasz Tadla, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

    Rzeczoznawca budowlany nakazał właścicielom hali odśnieżyć dach, uzgodnić tzw. algorytm wzmocnienia konstrukcji dachu i dokonać pomiaru ugięć. Kierownictwo spółki MTK zlekceważyło te zalecenia, wybrało zabawę integracyjną w Hiszpanii.

    Po powrocie do kraju, w drugim dniu tragedii Ryszard Z. oraz Bruce R. podczas konferencji prasowej zapewniali dziennikarzy, że... dach był odśnieżany systematycznie począwszy od 30 grudnia, a ostatnio - w połowie stycznia.

    - Żadne zalecenia rzeczoznawcy budowlanego nie zostały wykonane, także dachu nie odśnieżyli - mówi kategorycznie prokurator Tadla. - W takiej sytuacji nie powinni dopuścić do zorganizowaniu tam imprezy targowej.

    Czynności śledcze w sprawie katastrofy budowlanej i śmierci 65 osób są prowadzone od chwili zawalenia się dachu. Gdy prokuratorzy i biegli weszli na teren rumowiska grubość śniegu na dachu sięgała 57 - 70 cm. Zgodnie z projektem firmy Eko-Tech (dziś Invit) w Katowicach warstwa zalegającego puchu śniegowego nie powinna przekraczać... 27 cm.

    Na świetliku, który runął, o wymiarach 6,40 (na zdjęciu) 6,40 m zalegało... 1,5 tony śniegu. 10-osobowa ekipa przerzucała go z tego świetlika przez pół godziny.

    Kierownictwo MTK doskonale wiedziało już w 2002 roku, że konstrukcja dachu nie wytrzymuje takiego ciężaru śniegu. Już 4 lata temu runąć mogła przynajmniej jedna trzecia dachu, co kierownictwo MTK wykazywało przed gliwickim Sądem Okręgowym domagając się odszkodowania za uszkodzenie budowli. Przy świetliku dachu było wtedy aż 3 m zawianego śniegu. Konstrukcja ugięła się wówczas bardziej niż przewidywały to założenia projektowe. Realna była groźba zawalenia.

    Wiedząc to wszystko zarząd spółki zlekceważył na początku stycznie br. niebezpieczne symptomy, a swoimi zaniedbaniami spowodował katastrofę. Prokuratorzy jednak zastrzegają, że postępowanie dowodowe toczy się dalej i nie wykluczona jest nawet zmiana zarzutów. Cały czas trwają przesłuchania świadków (dotąd zeznawało prawie 200 osób).

    Śledztwo prowadzi trzech prokuratorów. Jego zakres jest olbrzymi i potrwa jeszcze wiele miesięcy. Nieznane są też opinie trzech zespołów biegłych powołanych przez prokuraturę. Oddzielnie pracuje komisja rządowa badająca przyczynę styczniowej katastrofy.

    Z pewnością na rumowisku pozostały odkształcone wiązary dachu i całkowicie zniszczony układ konstrukcyjny.





    W śledztwie przeciwko sprawcom katastrofy budowlanej badany jest tzw. wątek ekonomiczny, a dotyczący działań na szkodę spółki Międzynarodowe Targi Katowickie. Nie ma wątpliwości, że przez lata spółka znakomicie zarabiała, ale nie wiadomo, co stało się z tymi milionami złotych. Nawet wspólnicy nie znają stanu konta, wiedzą tylko o zaległościach wobec ZUS - 1.800.000 zł. - Za wcześnie, by mówić o wnioskach - wyjaśnia prokurator Tomasz Tadla. - Materiału dowodowego jest mnóstwo i na podstawie jego analizy będą dopiero planowane dalsze przesłuchania. Być może będziemy również prosić o opinię biegłych specjalistów z zakresu rachunkowości i obrotu gospodarczego.

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)