Wybierz region

Wybierz miasto

    Solidarność opublikuje w internecie listę współpracowników SB

    Autor: Agata Pustułka

    2006-03-23, Aktualizacja: 2006-03-23 08:22 źródło: Dziennik Zachodni

    Śląsko-Dąbrowska Solidarność i Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym przygotowują regionalną listę współpracowników SB, którzy donosili na swoich kolegów.

    Śląsko-Dąbrowska Solidarność i Stowarzyszenie Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym przygotowują regionalną listę współpracowników SB, którzy donosili na swoich kolegów. Lista zostanie opublikowana w internecie na stronach związku w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Znajdą się na niej dane personalne i pseudonimy konfidentów przekazane przez działaczy związkowych, którzy zajrzeli już do swoich teczek w Instytucie Pamięci Narodowej. Wielu z nich zamierza przekazać wszelkie dostępne dane.


    - Postanowiłem zgodzić się na takie działanie, by nie mnożyły się przypadki jednostkowej lustracji, z jaką mamy teraz do czynienia np. w Tarnowskich Górach, gdzie jeden z działaczy, Zbyszek Klich, upublicznił dane donoszących na niego tajnych współpracowników - mówi Piotr Duda, przewodniczący Śląsko- Dąbrowskiej S. - Z uwagi na to, co teraz się dzieje, nie ma innego wyjścia. I choć uważam, że priorytetem dla związku powinny być sprawy socjalne i pracownicze, to od przeszłości uciec się nie da. Jak ujawniać, to wszystkich.

    - Z pewnością przekażę swoje informacje zarządowi regionu. Po dwóch latach otrzymałem wreszcie dostęp do swojej teczki i nie zamierzam tej wiedzy zachować dla siebie, zwłaszcza że donosiło na mnie czternastu konfidentów - mówi Przemysław Miśkiewicz, znany działacz Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

    Eugeniusz Karasiński, szef Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym, jest liderem zespołu, który przygotuje listę.

    - Niektórzy członkowie stowarzyszenia już dziś odmówili nam ujawnienia danych, ale większość jest za przekazaniem ich do publicznej wiadomości - wyjaśnia. - Nie chcemy nikogo skrzywdzić, dlatego podczas selekcji zastosujemy wiele środków bezpieczeństwa, a każda z osób przekazujących nam dane będzie musiała podpisać stosowne oświadczenie, w którym poświadczy wiarygodność przekazywanych informacji. Do tej pory tylko nieliczni donosiciele pokazywali twarze. Nie potrafię określić skali zjawiska na Śląsku, ale z pewnością była ogromna. Wystarczy, że zajrzałem do gromadzonych na mój temat dokumentów.

    Do tej pory do IPN w Katowicach zgłosiło się 4 tysiące osób z prośbą o udostępnienie akt.

    - Bezwzględnie będą ujawniani ci, którzy za donosy brali pieniądze - zapowiada Karasiński.




    Rozmowa ze Zbyszkiem Klichem, kierownikiem delegatury Solidarności w Tarnowskich Górach.

    Dziennik Zachodni: Dlaczego zdecydował się pan na ujawnienie listy konfidentów?

    Zbyszek Kich: Chciałem wyczyścić atmosferę. Chciałem pokazać jacy ludzie wokół mnie chodzili.

    DZ: Czy warto było po tylu latach wracać do przeszłości? Komuś można złamać życie.

    ZK: Na moje życie oni nie patrzyli.

    DZ: Nie wystarczało panu, że sam poznał tę prawdę?

    ZK: Uważam, że to mój obowiązek. Zresztą spotkałem się z jednym z donosicieli. Jest teraz ochroniarzem. Poznał mnie oczywiście i zaczął się głupio tłumaczyć, że musiał, że miał dzieci. Pytam, czy ja dzieci nie miałem. Nie ma usprawiedliwienia. Po wprowadzeniu stanu wojennego nasz zakład trzy dni strajkował. Prosto ze strajku trafiłem do aresztu. Na wolność wyszedłem po roku internowania.

    DZ: Jak długo zastanawiał się pan nad ujawnieniem tych nazwisk?

    ZK: Rok. Rok czasu to trwało. Pewnego dnia podjąłem decyzję, spisałem nazwiska na kartce i powiesiłem na ścianie w siedzibie Solidarności. Zresztą wielu kolegów wcale te nazwiska nie zaskoczyły. Nie miałem zamiaru tego upubliczniać w tym sensie, by sprawa dostała się do prasy. To się rozniosło błyskawicznie po mieście.

    DZ: Wiele osób teraz do pana dzwoni. Co mówią?

    ZK: Gratulują odwagi. Twierdzą, że dobrze postąpiłem. Nie mam z tego żadnej satysfakcji. Bardzo gorzka jest ta pigułka.

    DZ: Czy donosiciele też dzwonią, czy któryś z nich poprosił o wybaczenie?

    ZK: Nie. Milczą. Nigdy nie prosili mnie o przebaczenie, chociaż mieli wiele okazji. Donosiciel o pseudonimie Oskar razem ze mną w poprzedniej kadencji był tarnogórskim radnym. Słowa nie powiedział.

    DZ: Kiedy doszedł pan do przekonania, że ktoś na pana donosi?

    ZK: W 1981 roku. Znalazłem się na SB i zaczęto odczytywać mi protokoły dotyczące jednego ze spotkań zakładowej Solidarności. To było spotkanie w ścisłym gronie. Kilka osób. Powiedziałem parę ostrych słów o koniecznej mobilizacji, o zbliżającej się konfrontacji. Byliśmy jedną z najbardziej radykalnych komisji zakładowych Solidarności. Pod szczególną opieką Służby Bezpieczeństwa. Tę moją wypowiedź niemal słowo w słowo mi odczytano. Byłem zdruzgotany. Już wiedziałem kto za tym stoi. Wtedy nie miałem dowodów.

    DZ: My podamy tylko jego pseudonim...

    ZK: To był Jacek.

    DZ: Jaką funkcję pełnił Jacek w strukturach związku?

    ZK: Kapuś był wiceprzewodniczącym komisji zakładowej, osobą z tzw. szpicy. W dokumentach SB figuruje jako Jacek i Jacek II. Przypuszczam, że został zwerbowany jeszcze w sierpniu 1980 roku. Fazos miał dwóch opiekunów esbeków jak się okazuje bardzo operatywnych. Tylko na mnie donosiło aż ośmiu agentów. Pięć pseudonimów już odtajniłem, a trzy zostały do odtajnienia.

    DZ: Czy nazwiska esbeków też pan ujawni?

    ZK: Tak zrobię to na początku kwietnia.

    DZ: Może należało zacząć od esbeków, od tych co ludzi łamali?

    ZK: Czy łamali? Trudno powiedzieć. Donosiciele nie robili tego za darmo. Brali od SB pieniądze. Byli zapewniani, że nigdy na jaw ich działalność nie wyjdzie.

    Dzieje lustracji w Polsce

    Lustracja nad Wisłą to od 1989 roku gorący temat. Do tej pory wzorem Niemiec, czy Czech nie doszło do obwarowanego prawem rozrachunku z przeszłością. Cały czas mamy do czynienia z lustracją dziką. Wiedzę skrywają akta zgromadzone przez IPN. Na ujawnienie teczek trzeba czekać latami.

    Dzieje lustracji w skrócie:

    1992: Lista Macierewicza – pierwsza próba ujawnienia agentów zakończona upadkiem rządu premiera Jana Olszewskiego, w którego gabinecie Antoni Macierewicz był ministrem spraw wewnętrznych. Macierewicz wraz ze swoim zespołem badał akta SB i stworzył listę agentów, na której znalazły się najważniejsze osoby w państwie w tym były prezydent Lech Wałęsa.
    2000-2006: Warszawa – procesy lustracyjne m.in. Oleksego, Wałęsy, Chrzanowskiego.
    2005: Lista Wildsteina – dziennikarz Rzeczpospilitej Bronisław Wildstein wynosi z Instytutu Pamięci Narodowej listę osób znajdujących się w bazie danych SB. Są na niej ofiary i kaci. Wybucha lustracyjna awantura i histeria. Dziennikarz traci pracę w swojej redakcji.
    2005: Warszawa – były prezes IPN Leon Kieres wyjawia, że współpracownikiem SB był słynny dominikanim odpowiedzialny za papieskie pielgrzymki ojciec Hejmo.
    2006: Zakopane – Tygodnik Podhalański pisze o współpracy z SB pierwszego kapelana zakopiańskiej Solidarności, ks. Mirosława Drozdka. Duchowny chce bronić swego dobrego imienia przed sądem.
    2006: Kraków – Marek Lasota z krakowskiego IPN w książce pt. Donos na Wojtyłę o agentach z otoczenia papieża ujawnia nazwiska konfidentów z Tygodnika Powszechnego i kurii.
    2006: Kraków – arcybiskup Stanisław Dziwisz tworzy komisję „Pamięć i troska” do zbadania przeszłości agenturalnej księży wskutek mnożących się publikacji na temat współpracy duchownych z SB.




    Czas przeprosin już minął

    Zbyszek Klich znany działacz śląsko - dąbrowskiej Solidarności z Tarnowskich Gór jako pierwszy na Śląsku zdecydował się na ujawnienie nazwisk donoszących na niego agentów. Dziś tajni współpracownicy SB są szanowanymi obywatelami.

    Nazwiska i pseudonimy opublikował tarnogórski Gwarek. Wcześniej wisiały na ścianie delegatury Solidarności i informacje pocztą pantoflową przekazywano sobie z ust do ust.

    Kiedyś wszyscy donosiciele i ich ofiara - Klich - pracowali w Fazosie, zakładzie, który jako pierwszy w regionie poparł sierpniowe strajki w 1980 roku. Tarnogórscy robotnicy zapisali też chwalebną kartę rok później, gdy protestując po wprowadzeniu stanu wojennego ogłosili strajk. Dziś okazuje się, że Fazos był naszpikowany współpracownikami SB, którzy nie szczędząc sił i zaangażowania pisali raporty na kolegów. Na terenie zakładu działało ich przynajmniej ośmiu. Pierwsi zostali zwerbowaniu już w sierpniu 80 roku!

    - Te informacje nie są dla nas nowością - ocenia Dariusz Warda, szef Solidarności w Fazosie. - Nie mówmy jednak o krzywdzie tych ludzi teraz, ale popatrzmy na krzywdę działaczy związku dwadzieścia pięć lat temu. Jedna z osób ujawnionych przez Zbyszka Klicha po 1989 roku, jak gdyby nigdy nic działała w strukturach związku. Wtedy był czas na przyznanie się do winy, na słowo przepraszam, na wycofanie się z publicznej działalności.

    Oprócz Klicha o udostępnienie materiałów gromadzonych przez byłą SB wystąpiło kilkudziesięciu mieszkańców Tarnowskich Gór. - Wszyscy ujawnimy konfidentów, żeby stworzyć ich pełną listę, żeby przeciąć podejrzenia i spekulacje - mówi Klich.

    - My odpowiadamy za wiarygodność udostępnianych dokumentów, zaś osoby pokrzywdzone mają prawo zrobić z nimi to, co chcą - wyjaśnia dyrektor IPN w Katowicach Andrzej Sikora. - Tak się składa, że znam pana Klicha. Jego działanie jest legalne. Każdy kto zdecyduje się na taki krok, jednocześnie ponosi za to odpowiedzialność.

    agata pustułka

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.