Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Tomaszem Sikorą, czwartym biathlonistą Pucharu Świata

    Autor: tomasz kuc

    2006-03-31, Aktualizacja: 2006-03-30 17:40 źródło: Dziennik Zachodni

    DZIENNIK ZACHODNI: Niby już po sezonie, a pan ciągle nie ma czasu na odpoczynek... TOMASZ SIKORA: Wpadłem na chwilę do domu, ale szybko musiałem jechać do Warszawy na spotkania z prezydentem Kaczyńskim i ministrem ...

    DZIENNIK ZACHODNI: Niby już po sezonie, a pan ciągle nie ma czasu na odpoczynek...

    TOMASZ SIKORA: Wpadłem na chwilę do domu, ale szybko musiałem jechać do Warszawy na spotkania z prezydentem Kaczyńskim i ministrem obrony narodowej. Biathlon na początku powstania tej dyscypliny był związany z wojskiem, stąd ta moja druga wizyta.

    DZ: Rozdaje pan autografy, udziela wywiadów. To się nazywa popularność!

    TS: Moi najwierniejsi kibice czekali na mnie w Wodzisławiu zawsze, gdy wracałem z zawodów. Pod tym względem nic się nie zmieniło. No, może jest ich trochę więcej.

    DZ: Więcej? Przecież po powrocie z igrzysk czekał na pana cały tłum!

    TS: Zupełnie się tego nie spodziewałem, to jest bardzo miłe. Owszem, jestem zmęczony po sezonie, ale takie dowody sympatii są bardzo miłe. Przecież w Telewizji Polskiej praktycznie nie pokazuje się biathlonu, a tylu kibiców mnie dopinguje.

    DZ: Są pogłoski, że w nowym sezonie TVP przeprosi się z biathlonem.

    TS: Coś tam na ten temat słyszałem, ale nie znam szczegółów. To mogłoby bardzo pomóc naszej dyscyplinie, no i nam w poszukiwaniu sponsorów.

    DZ: Wicemistrz olimpijski chyba nie narzeka na brak ofert sponsorskich?

    TS: Tym zajmuje się mój agent, jednak jeszcze mi nie zgłaszał żadnych ofert i propozycji współpracy. To wcale nie jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać.

    DZ: Na brak kasy po tym sezonie nie może pan narzekać...

    TS: Może pana zdziwię, ale ja nie liczę tych pieniędzy. Po kolejnych zawodach pucharowych, jeśli się uda, to wpadam do domu, przytulę najbliższych i jadę dalej. Tych wszystkich dni bez rodziny, na zgrupowaniach, zawodach nie są w stanie wynagrodzić żadne pieniądze. Owszem, jest to moja praca, w zawodach Pucharu Świata otrzymuje się określone premie, jednak dla mnie najważniejsze są sportowe efekty moich ciężkich treningów.

    DZ: Z tego co, wiem postanowił pan nieco ulgowo potraktować następny sezon, właśnie ze względu na rodzinę.

    TS: Przede wszystkim, chcemy gdzieś pojechać, aby porządnie odpocząć, pobyć ze sobą. Jeszcze w kwietniu mam mistrzostwa Polski, potem będę mógł dać sobie trochę luzu. Wyjazd planujemy na czerwiec. O tym, gdzie pojedziemy zdecyduje żona. Chcę ogólnie trochę odpocząć, potraktować luźniej przygotowania do następnych startów pucharowych, co jednak wcale nie musi znaczyć, że wyniki będą słabsze. Moja rodzina jest w gorszej sytuacji niż ja. Kiedy startuję, jestem zajęty swymi występami, czas szybciej biegnie. Dzieciom i żonie pozostaje tylko czekać, a ostatni rok mieliśmy praktycznie wycięty z życiorysu. Teraz chcę im to wynagrodzić.

    DZ: Wciąż mam w pamięci pana finisz na igrzyskach i spojrzenie w niebo. Dużo trzeba było się modlić, aby tam u góry został pan wysłuchany?

    TS: To nawet nie chodziło o modlitwy, tylko o podziękowanie. Przecież to był mój ostatni bieg na tych igrzyskach i... ostatnia deska ratunku. Byłem podwójnie zdenerwowany, ale gdy przejechałem przez linię mety, miałem podwójną satysfakcję. Wykorzystałem ostatnią szansę. Nie chcę nawet mówić, jakie myśli mi towarzyszyły po wcześniejszych słabych startach w San Sicario. Przecież cztery lata treningu, a szczególnie ostatni rok, poświęciłem właśnie igrzyskom. To był mój najtrudniejszy sezon, bo w czasie jego trwania pojawiały się u mnie wątpliwości, czy wszystko będzie tak, jak sobie zaplanowałem. A wszystko było podporządkowane startowi na igrzyskach. Wcześniej o tym nie mówiłem, aby nie zapeszyć, ale moim marzeniem był medal olimpijski. To marzenie się spełniło.

    DZ: I cała Polska zobaczyła łzy Tomasza Sikory...

    TS: To były łzy radości, ale również łzy spowodowane uczuciem ulgi, pozbycia się tych wszystkich emocji. Nie mogłem się powstrzymać.

    DZ: Patrząc na następne pana występy, można odnieść wrażenie, że stał się pan o wiele mocniejszy pod względem psychicznym.

    TS: Całe obciążenie ze mnie spadło. Zrobiłem, to co do mnie zależało. Śmiałem się nawet, że za tyle lat treningu, dostałem... jedną płytę CD, bo tak wyglądał medal. Bardzo spodobał się mojej córce (śmiech). Na zawody pucharowe, po igrzyskach jechałem już zupełnie bez stresów, że coś muszę zrobić, coś udowadniać. Świetnie się czułem. Na 9 startów, siedem razy byłem w pierwszej piątce. Poczułem, że mogę walczyć z najlepszymi zawodnikami Pucharu Świata. Przed każdym kolejnym sezonem miałem obawy, czy nie będzie słabszy, wręcz nieudany. Teraz uwierzyłem w siebie, wierzę, że następny sezon rozpocznę z wysokiego pułapu, a nie tak słabo jak ostatnio.

    DZ: A co na to takie tuzy jak Ole Einar Bjoerndalen i Raphael Poiree? Przecież właśnie z nimi wygrał pan w klasyfikacji sprintu.

    TS: Dzięki moim dobrym wynikom, mogliśmy wreszcie trochę więcej pogadać, chociażby w oczekiwaniu na kontrolę antydopingową (śmiech). To są bardzo fajni ludzie, nie może być mowy o traktowaniu mnie z góry. Zresztą nie jestem dla nich żadną nowością, znamy się już tyle lat. Gratulowali mi tak udanych startów. W biathlonie bardzo trudno jest się utrzymywać na wysokich miejscach w kolejnych zawodach. Wyjątkiem jest ten niesamowity Bjoerndalen.

    DZ: Nie żałuje pan, że tak udany sezon się już skończył?

    TS: Kiedy dobrze idzie, pojawia się myśl, żeby były jeszcze zawody Pucharu Świata. Jednak z drugiej strony zmęczenie wcześniej czy później dałoby znać o sobie i pewnie nie dałbym rady utrzymać tak wysokiego poziomu. Biorąc to pod uwagę, cieszę się z końca sezonu i możliwości odpoczynku.

    DZ: Cieszymy się z pana sukcesów, ale trener kadry Roman Bondaruk martwi się o brak następców Sikory.

    TS: Zgadzam się z trenerem Bondarukiem. Pozostaje chyba tylko stawiać na tych, których mamy i liczyć na postępy. Ciekawe jest to, że w wieku szkolnym biathlon uprawia bardzo dużo osób. Niestety, później zdecydowana większość porzuca sport. W Polsce nie ma obiektów do trenowania, trzeba wciąż wyjeżdżać, a to przeszkadza w kształceniu się. Młodzi ludzie stają przed wyborem: nauka czy sport i wybierają to pierwsze. Zresztą nie dotyczy to tylko biathlonu.

    DZ: Wielu kibiców zastanawia się nad tym, czy wystąpi pan w igrzyskach w Vancouver.

    TS: Cztery lata to bardzo dużo dla sportowca, dlatego jeszcze o tym nie myślę. Postanowiłem trenować i startować przez najbliższe dwa sezony. Jeśli wyniki będą na dobrym poziomie, to nie wykluczam występu na następnych igrzyskach. Jak ma być słabo, to zakończę karierę. Nie interesują mnie starty, dla samych startów.



    Kasa za wyniki

    Zarobki Sikory w sezonie 2005/06


    • Hochfilzen: 7 miejsce (sprint) - 500 euro



    • Anterselva: 8 (sprint) - 250, 6 (na dochodzenie) - 1.000



    • San Sicario: 2 (bieg masowy) - 6.000



    • Pokljuka: 5 (sprint) - 1.500, 5 (pościg) - 1.500



    • Kontiolahti: 2 (sprint) - 6.000, 1 (masowy) - 9.000



    • Holmenkollen: 5 (sprint) - 1.500, 2 (masowy) - 6.000



    • Czwarte miejsce w PŚ - 10.000 euro



    • Nagroda PKOl za srebrny medal - 80.000 złotych

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.