Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z reżyserem Januszem Kidawą

    Autor: Henryka Wach-Malicka

    2006-03-27, Aktualizacja: 2006-03-27 09:34 źródło: Dziennik Zachodni

    Dziennika Zachodni: Ile filmów nakręcił pan w Beskidach? Janusz Kidawa: Fabularne trzy. Jeden według scenariusza Andrzeja Mularczyka - "Jest mi lekko" oraz dwa w oparciu o prozę Ryszarda Latki.


    Dziennika Zachodni:
    Ile filmów nakręcił pan w Beskidach?

    Janusz Kidawa: Fabularne trzy. Jeden według scenariusza Andrzeja Mularczyka - "Jest mi lekko" oraz dwa w oparciu o prozę Ryszarda Latki. Beskidy to wymarzone tło praktycznie dla każdej fabuły. Stawiasz człowieku kamerę i krajobraz sam ci się komponuje. Przekręcasz kamerę parę centymetrów w prawo i masz całkiem nową, w dodatku naturalną, dekorację. Żałowałem bardzo, że "Żeniac" powstał na taśmie 16 mm, bo nie rejestrowała ona niuansów pejzażu i barwy beskidzkich lasów u progu jesieni. A jak już rejestrowała to ginęły na małym ekranie. Plenery były niepowtarzalne.

    DZ: A pan je fotografował rzeczywiście z każdej strony. Nie przyszło panu do głowy, żeby sobie w tych plenerach zamieszkać?

    JK: Wtedy mi nie przyszło, teraz już mi się nie chce. W tzw. międzyczasie jednak żałowałem. Tym bardziej, że mieszkańcy wsi Ujsoły uznali mnie za swojaka.

    DZ: W końcu uwiecznił ich pan w "Żeniacu" i w dodatku huczną premierę urządził nie w Warszawie, tylko w Ujsołach właśnie.

    JK: Zasłużyli na nią, zagrali koncertowo. A proszę pamiętać, że poza odtwórcą roli Staszka, małą rolą narzeczonej i epizodami, angażowałem tylko naturszczyków; z Beskidu Żywieckiego i okolic. Z rolą Staszka związane jest zresztą wydarzenie, znakomicie obrazujące charakter tych ludzi. Żeniaca grał Edward Kusztal - wtedy aktor teatru w Kielcach. Siłą rzeczy jego gwara była nieporadna, bo chłop góralem nie był. W filmie wypadło to nawet zabawnie, ale obawiałem się reakcji miejscowych. Otóż uznali oni, że "Stasek może być, ale ci z Beskidu Śląskiego to mówią okropnie!". Sąsiadom wpadki wypomnieli, gościowi - nie.

    DZ: To jaki właściwie film pan nakręcił - fabularny czy dokumentalny?

    JK: A taki... pośrodku. Nie, oczywiście to była fabuła, choć autor scenariusza - Ryszard Latko pochodzi z pobliskich Wadowic, więc całą otoczkę obyczajową też wziął z własnego doświadczenia, a nie z sufitu. Metoda paradokumentu to moja ulubiona forma pracy. Z dialogami w "Żeniacu" było podobnie - w połowie były pisane przez zawodowców, w połowie improwizowane przez wykonawców. Sytuacje na planie też; zresztą kto by ich zatrzymał, gdy wczuli się w role... Jedyny problem był z rekwizytami; nie było mowy o żadnych tekturowych grabiach i żadnej udawanej gorzałce. Mówili, że po wodzie z sokiem, nie umieją nawet skrzywić się porządnie! Po wielu latach, choć już wtedy o tym wiedziałem, gratuluję sobie pomysłu z naturszczykami. Gdyby w "Żeniacu" zagrali profesjonaliści to albo by wyszła z niego ckliwa tandeta, albo straszny fałsz. Moi aktorzy byli natomiast soczyści, spontaniczni, a przede wszystkim wiarygodni. Powziąłem nawet uzasadnione podejrzenie, że wśród górali, genów talentu aktorskiego jest więcej niż w nie-góralach.

    DZ: Gdzie następował akt towarzyskiej integracji ekipy z gospodarzami?

    JK: Wszędzie, ze szczególnym uwzględnieniem gospody w Rajczy. Z tym, że o pijaństwie nie było mowy. Baby nas pilnowały! Naprawdę. To byli wspaniali ludzie - gościnni, otwarci, niebywale uczciwi, a jak kogoś polubili, to serdecznością z duszy samej. Zdjęcia kręciliśmy także w Węgierskiej Górce, Złatnej, w małych przysiółkach i nigdzie nie brakło tej życzliwości.

    DZ: A jej najmilszy przejaw?

    JK: Powiedzieli, że jak chcę, to mogę sobie u nich jeszcze jakiś film nakręcić.




    O'Kid-awa lepszy niż Kurosawa


    Janusz Kidawa c ma ogromne poczucie humoru oraz małą słabość. Lubi mianowicie przemykać przez ekran w swoich filmach. Już to jako przechodzień w tłumie, już to jako przewodniczący partyjnego gremium, wygłaszający bolesną samokrytykę. W tym ostatnim przypadku, nie chciało się mu po prostu namawiać aktora do zagrania trudnego epizodu, więc "skrytykował się" sam. Najczęściej występował Kidawa wprawdzie jako plecy, fragment kolana albo coś podobnego, ale w "Żeniacu" przeszedł sam siebie, bo nie wystąpił w ogóle, a mimo to został głównym bohaterem całej sekwencji!

    Obrazek nosi tytuł: Biuro matrymonialne "Obrączka" i pokazuje Staszka w czasie rozmowy z urzędową swatką, zwaną specjalistką od kojarzenia małżeństw. Film kręcony był w czasie, gdy w Polsce zaczynała się moda na komputeryzowanie wszystkiego, zaś swatanie za pomocą monitora i guzika to był szczyt nowoczesności. Nie inaczej próbowała dobrać Staszkowi żonę urzędniczka biura. By zrobić na starym kawalerze większe wrażenie, zafundowała była mu wykład na temat psychologiczno-socjologicznej teorii małżeństwa, opracowanej przez japońskiego doktora nazwiskiem O'Kid-awa. Ten dowcip to odprysk częstej wśród filmowców praktyki, mianowania postaci nazwiskami kolegów lub przekręceniem własnych, a także małżeńskich perypetii samego reżysera. A swoją drogą Kidawa, nazywany był w środowisku żartobliwie... Kurosawą. (hw-m)










    Cierniste narzeczeństwo Staszka Żeniaca?




    "Żeniac" trwa tylko 72 minuty i trudno go dziś wyśledzić w jakimkolwiek programie, ale przez widzów i recenzentów uznany został za jeden z najlepszych filmów Telewizji Polskiej. To w jej zasobach Janusz Kidawa znalazł scenariusz Ryszarda Latki - autora bardzo ongiś popularnej sztuki pt. "Tato, tato sprawa się rypła", nawiasem mówiąc także przez Kidawę sfilmowanej.

    Film jest bezpretensjonalną, bardzo pogodną i bardzo dowcipną historią starego kawalera - Staszka Żeniaca, który postanawia stanąć wreszcie na ślubnym kobiercu. W tym celu nawiązuje kontakt listowny z tajemniczą Nieznajomą, która pasuje mu na małżonkę, jak żadna miejscowa. Treścią filmu nie jest jednak historia romansu, lecz cały ceremoniał przygotowań do zawarcia znajomości, a potem przygotowań bohatera (i szerokiego, oj szerokiego, grona jego znajomych) do przyjazdu potencjalnej narzeczonej. Historii romansu być zresztą nie mogło, bo gdy do randki wreszcie dochodzi, wybranką okazuje się piękna, młodziutka dziewczyna, której ani w głowie ślub z Żeniacem.

    Staszek na duchu wszakże nie upadł. Rozpacz z powodu fanaberii jakiejś baby, choćby i najładniejszej, nie leży w charakterze żadnego górala, a już górala beskidzkiego w żadnym wypadku! (hw-m)



    Film Janusza Kidawy pt. "Żeniac" powstał w wytwórni "Poltel", jego premiera odbyła się w 1983 roku.




    Realizatorzy:

    Zdjęcia: Henryk Janas

    Scenografia: Wojciech Krysztofiak

    Wykonanie muzyki: Zespół Pieśni i Tańca "Juhas"

    Obsada: Edward Kusztal (Staszek Żeniac), Maria Probosz (kandydatka na żonę), Janusz Paździorko (Stefan), Zuzanna Ptak (matka Staszka), Władysław Pustelnik (Władek),

    Anna Miesiączek (Jadwiga), Stanisław Sadłek (listonosz), Irma Żak (barmanka) Franciszka Legierska (sąsiadka).



    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.