Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z Maciejem Januszko, wokalistą zespołu Mech

    Autor: Rozmawiał: Maciej Kołodziejczyk

    2006-03-18, Aktualizacja: 2006-03-17 15:06 źródło: Dziennik Zachodni

    DZIENNIK ZACHODNI: Masz jeszcze ten frak, który był twoim znakiem rozpoznawczym w latach 80.? MACIEJ JANUSZKO: Gdzie tam, mole go już dawno zeżarły. Teraz występuję w jesionce, ale stary image zamierzam odświeżyć.

    DZIENNIK ZACHODNI: Masz jeszcze ten frak, który był twoim znakiem rozpoznawczym w latach 80.?

    MACIEJ JANUSZKO: Gdzie tam, mole go już dawno zeżarły. Teraz występuję w jesionce, ale stary image zamierzam odświeżyć. Problem tylko w tym, że nigdzie nie mogę dostać fraka, który na mnie pasuje. Bo ja duży facet jestem...

    DZ: Wróciliście po ponad 20-letniej przerwie płytą "Mech". Co robiłeś w tym czasie?

    MJ: Różne rzeczy... Muzycznie wciąż byłem obecny, bo przecież nagrywaliśmy z Jackiem Skubikowskim piosenki dla dzieci - choćby "Żółta żaba żarła żur", czy "Piosenki z różowej scenki". Funkcjonowałem więc sobie powoli, ale w innym miejscu. Fajnie było, bo te piosenki miały spełniać rolę edukacyjną. I myślę, że ją spełniły, bo dzieciaki zaczęły zaglądać do słowników. Powiedzmy, że wtedy na jakiś czas zmieniłem odbiorcę - rzadziej gościłem w programach muzycznych, ale za to pokazywałem się w "Teleranku" i "Sobótce" (śmiech). No a kiedy w połowie lat 90. nasza współpraca ze Skubikowskim się skończyła, zacząłem kombinować z Piotrem Chancewiczem nad starymi piosenkami Mechu. I tak powoli wróciliśmy do grania...

    DZ: W latach 90. zajmowałeś się też handlem...

    MJ: Tak, byłem chyba nawet prekursorem handlu używaną odzieżą w Polsce! Zresztą nadal zajmuje mnie handel hurtowy i detaliczny, ale teraz to już tylko średnio dochodowy biznes rodzinny. Tyle się tych sklepów pootwierało, że trudno utrzymać się na rynku.

    DZ: Wasz prawdziwy powrót na scenę związany jest z Jurkiem Owsiakiem - w 2004 roku zagraliście na Przystanku Woodstock. I wtedy wszyscy przypomnieli sobie o Mchu.

    MJ: Tak właściwie zaczęło się to dwa lata wcześniej w katowickim Spodku podczas Ozzfestu. Wyszedłem z hali i nagle kilka osób zaczęło krzyczeć: "Mech! Jesteście O. K.!". Owsiak, który siedział kilka metrów dalej, zrobił wielkie oczy i stwierdził, że skoro ludzie tak na mnie reagują, to musimy zagrać u niego na Woodstock. Pomyślałem sobie wtedy, że jednak jestem dobrze zakonserwowany, skoro ludzie mnie poznają.

    DZ: Gracie ostatnio dużo koncertów. Czym różnią się te trasy od koncertów w latach 80.?

    MJ: Pod względem towarzysko-imprezowym jest tak samo, albo nawet lepiej (śmiech). Ale w innych kwestiach już całkiem inaczej - wtedy na przykład graliśmy w Kędzierzynie w Hali Widowiskowej, a ostatnio w tym samym mieście występowaliśmy w niewielkim klubie. Miejsc, w których można zagrać jest wiele, ale też wielka jest konkurencja wśród zespołów. Dawniej tego nie było - było kilka kapel i ciągle mijaliśmy się na trasie. Poza tym wtedy płyty sprzedawały się w nakładzie 600-700 tysięcy egzemplarzy. A dziś jest straszna bryndza, bo prawdziwy show-biznes w tym kraju nie istnieje. O wszystkim decydują koncerny płytowe, które promują kolejną kalkę Aguilery, albo jakiejś innej panny z obrazka. Bez sensu... Doszło do tego, że ostatnio nawet ucieszyłem się, że Wiśniewski będzie nas reprezentował na Eurowizji...

    DZ: A to dlaczego?

    MJ: Popatrz - jeśli pojedzie tam jakaś panienka, to będziemy mogli podyskutować o tym, czy zaśpiewała lepiej, czy gorzej. Ale to, co zaśpiewa, to jak wygląda, zawsze będzie kalką jakiejś zachodniej gwiazdki. A Wiśniewski? On jest nasz, oryginalny przynajmniej.

    DZ: Ale Mech potrafi znaleźć sobie miejsce na scenie muzycznej. Koncertujecie, nakład ostatniej płyty został wyprzedany...

    MJ: No właśnie, a mimo to nasz wydawca nie wypuścił drugiej partii. Taki jest właśnie rynek muzyczny w Polsce. Wracając do koncertów - naprawdę robimy je profesjonalnie. Trochę lat mamy, ale jeszcze w miarę dobrze wyglądamy, jest klimatyczna scenografia i przede wszystkim szczera muzyka. Bawimy się graniem i chcemy, żeby ludzie czuli się podczas naszego koncertu tak dobrze jak my. Nawet kiedy z frekwencją jest gorzej... Na przykład ostatnio w Opolu przyszło tylko 16 osób, ale zagraliśmy dla nich najlepiej jak potrafimy. Każdy z fanów dostał od nas koszulkę, kilka łyków whiskey i było miło...







    Koncert w Rialcie



    Mech zagra dziś (sobota, 18 marca) w Kinoteatrze Rialto w Katowicach (ul. św. Jana 24). Początek koncertu o godz. 20.00, bilety kosztują 10 złotych. Supportem będzie zespół Fireproject.




    Zespół powstał w 1977 roku w Warszawie. Początkowo działał w składzie: Maciej Januszko (śpiew, gitara); Robert Milewski (śpiew, klawisze); Janusz Łakomiec (gitara); Krzysztof Fijałkowski (bas); Adam Lewandowski (perkusja); Andrzej Nowicki (bas) i Janusz Domański (perkusja). W 1981 roku w zespole pozostali: Maciej Januszko, Janusz Łakomiec, Robert Milewski (instrumenty klawiszowe) i Andrzej Dylewski (perkusja). Właśnie w tym składzie zespół nagrał dwie legendarne płyty - "Bluffmanię" i "Tasmanię".

    Kilka lat temu Mech powrócił na scenę z inicjatywy Jurka Owsiaka i Janusza "Kosy" Kosińskiego w nowym składzie. Oprócz Macieja Januszko znaleźli się w nim: Piotr "Dziki" Chancewicz, Krzysztof Najman i Piotr "Posejdon" Pawłowski.

    Jesienią 2005 roku ukazała się płyta zespołu, na której usłyszeć można kilka starych utworów w nowych aranżacjach (m. in. "Piłem z diabłem bruderschaft" i "Tasmania") oraz nowe, dynamiczne utwory, utrzymane w konwencji hard rocka. Są też teledyski do utworów "Painkiller" i "Nie widzieć nic". (oprac. mak)

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.