Wybierz region

Wybierz miasto

    Polskie protezy mogą być lepsze i tańsze od zagranicznych

    Autor: Grażyna Kuźnik

    2006-04-03, Aktualizacja: 2006-04-03 08:25 źródło: Dziennik Zachodni

    23-letni Adam Klyszcz z Chorzowa, pływak, finalista olimpiad paraolimpijskich - przez kilka lat używał zwykłej protezy nogi. Ciężkiej i trudnej w mocowaniu. Nie dało się w niej normalnie chodzić.

    23-letni Adam Klyszcz z Chorzowa, pływak, finalista olimpiad paraolimpijskich - przez kilka lat używał zwykłej protezy nogi. Ciężkiej i trudnej w mocowaniu. Nie dało się w niej normalnie chodzić. Tylko w telewizji albo na sportowych zawodach mógł podziwiać lekkie, sztuczne nogi kolegów z zachodniej Europy. Ale o takich mógł jedynie marzyć; są bardzo kosztowne. Narodowy Fundusz Zdrowia nie refunduje protez droższych niż około 2,5 tys. A to oznacza, że nowoczesne są niedostępne dla większości chorych w Polsce.

    - Miałem wypadek jako dziewięcioletni chłopiec. Zawsze korzystałem z tradycyjnych protez, bo nie stać mnie było na lepsze. Myślałem, że tak już będzie zawsze - mówi młody mężczyzna, który teraz swobodnie porusza się o własnych siłach.

    Okazało się jednak, że może być inaczej. Jego nowa proteza jest lżejsza od starej aż ośmiokrotnie, waży tylko 1,5 kg. Jest elastyczna, dorównuje standardom zagranicznym i - nic go nie kosztowała. Wyprodukowała ją niewielka, chorzowska firma Pro-Bionica. Wzór jest objęty ochroną patentową zgodnie z prawem Unii Europejskiej. NFZ bez problemów taką protezę refunduje.

    - Wiele osób zbiera pieniądze na bardzo drogie, zagraniczne protezy, które kosztują tyle, ile dobry samochód. Nasze są tanie, wykonane z włókna węglowego, ale nie ustępują tym najbardziej nowoczesnym. Mogą zmienić życie tysiącom niepełnosprawnych - zapewnia ich pomysłodawca Radosław Falasz.

    NFZ dobrze wie o zbiórkach na dobre protezy i rozumie, jakie są ich przyczyny. - To są zwyczajne protezy, mechaniczne, ale tylko takie zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia możemy refundować - wyjaśnia Ryszard Stelmaszczyk z katowickiego NFZ.

    Lekarze chirurdzy i rehabilitanci już słyszeli o protezach chorzowskiej firmy. - To dobra wiadomość - mówi dr Janusz Korlacki, zastępca ordynatora oddziału chirurgicznego Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. - Pacjenci, którym musimy amputować kończyny, są często schorowani, w starszym wieku, mają trudne warunki materialne. Cierpią na miażdżycę, cukrzycę, inne choroby. Nie mogą sobie pozwolić na nowoczesne protezy, otrzymują tylko te dostępne. Chodzenie w nich nie jest łatwe. Chorzowskie protezy są lekkie i wygodne, co jest bardzo istotne. Na pewno takie rodzime projekty są warte poparcia.

    Podobnego zdania jest Jerzy Szafranowicz, lekarz i prezes Centrum Rehabilitacji w Chorzowie. - Znam te protezy i uważam, że dają nadzieję wielu chorym. NFZ może za nie zapłacić, są niedrogie, pacjenci mają inny komfort przy poruszaniu się - twierdzi Jerzy Szafranowicz.

    NFZ w Katowicach przyznaje, że w naszym regionie coraz więcej osób wymaga protez nóg. W 2004 roku otrzymało je ponad 5 tys., a w ubiegłym roku już ponad 8 tys. ludzi po amputacji kończyn.

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.