Wybierz region

Wybierz miasto

    Nie czekając na zakończenie drogi sądowej sporna ziemia znalazła nowego właściciela

    Autor: Aldona Minorczyk-Cichy

    2006-04-04, Aktualizacja: 2006-04-04 08:21 źródło: Dziennik Zachodni

    Dom i działka przy ul. Sosnowieckiej 6f w Mysłowicach to własność Grażyny Kowalczyk. Twierdzi, że w 1947 roku kupili je jej rodzice i spędzili tam całe swoje życie.

    Dom i działka przy ul. Sosnowieckiej 6f w Mysłowicach to własność Grażyny Kowalczyk. Twierdzi, że w 1947 roku kupili je jej rodzice i spędzili tam całe swoje życie. Wczoraj do ogrodu weszli pracownicy spółki Ameks - właściciela giełdy samochodowej i w połowie ogrodu postawili betonowy płot. W ręku mieli akt własności. Działkę sprzedał im prezydent Mysłowic Grzegorz Osyra.

    - To był dla mnie szok. Z powodu bałaganu w archiwum Mysłowic zginął nasz akt własności. Wojewoda w 1990 roku uznał, że grunt jest własnością Skarbu Państwa i przekazał go gminie. Ta w 2001 roku wezwała mnie do podpisania umowy dzierżawy. Odmówiłam i zażądałam odnalezienia w archiwach umowy sprzedaży. Pracownik archiwum powiedział mi: "Niech sobie pani szuka" - opowiada Grażyna Kowalczyk. Sprawa przycichła. Aż w czerwcu 2005 roku Mysłowice skierowały do sądu pozew o wydanie nieruchomości. Jednocześnie zarządziły przetarg na sprzedaż jednej z działek. Kilka miesięcy później pani Grażyna wystąpiła do sądu o zasiedzenie. Wyrok w pierwszej sprawie zapadł kilka tygodni temu. Jest nieprawomocny. Kowalczykowa złożyła apelację. Druga sprawa nadal się toczy. Tymczasem prezydent Osyra już pod koniec 2005 roku działkę... sprzedał. - Jak można sprzedać ziemię, która ma nieuregulowane prawa? Moją nieruchomość podzielono na trzy części. Boję się, że za chwilę urzędnicy przyjdą po resztę ziemi i mój dom. W jakim państwie ja żyję? - zastanawia się Grażyna Kowalczyk.

    Jej córka Natalia tęsknie patrzy przez okno na betonowy mur, za którym kryje się ogród i piękne owocowe drzewa posadzone jeszcze przez dziadka.

    - Robotnicy powiedzieli, że za kilka dni je wytną. Nie zobaczę już jak kwitną - mówi Natalia.

    Prezydent Osyra powiedział, że jego zdaniem wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Arkadiusz Bałazy ze spółki Ameks twierdzi, że jest na prawie. Działkę kupił w przetargu. Ma na to stosowne dokumenty.













    Około godz. 10.00 na posesję przy ul. Sosnowieckiej w Mysłowicach weszła ekipa robotników. Zaczęli kopać doły i stawiać elementy betonowego ogrodzenia. Grażyna Kowalczyk, właścicielka domu i działek, wezwała policję.

    Mimo że w sprawie gruntu toczą się sprawy sądowe, jego część - działka o powierzchni ponad 700 m kw. została sprzedana przez prezydenta Mysłowic Grzegorza Osyrę. Kowalczykowa twierdzi, że to niezgodne z prawem.

    - Kupiłem ten grunt w grudniu na przetargu. Z moich informacji wynika, że wszystko jest w porządku. Za ziemię zapłaciłem, mam akt własności. Płot zacząłem stawiać wczoraj, gdy stopniał śnieg. Tę panią widziałem pierwszy raz w życiu, chociaż pracuję na giełdzie 16 lat - mówi Arkadiusz Bałazy z firmy Ameks, czyli mysłowickiej giełdy samochodowej.



    Rodzice Grażyny Kowalczyk kupili dom w 1947 roku. Stosowną umowę przy świadkach podpisali w mysłowickim magistracie. Kiedy zmarli nieruchomość przejęła córka.

    - Akt kupna po śmierci rodziców zaginął. Pamiętam, że były niejasności z gruntami. Mama wyjaśniała to w Urzędzie Miejskim. Płaciła podatki. Kiedy kilka lat temu miałam problem z prądem, wystosowałam pismo do prezydenta o pomoc w sfinansowaniu nowego przyłącza. To było około 30 tys. zł. Odpisano mi, że nie mogą mi pomoc, bo to moja własność. Nagle okazało się, że nie do końca - opowiada Grażyna Kowalczyk.



    W 1990 roku ziemia została uznana przez wojewodę za własność Skarbu Państwa i następnie przekazana mysłowickiemu samorządowi. Kowalczykowa twierdzi, że nie została o tym powiadomiona. Dowiedziała się dwa lata później, kiedy wezwano ją do podpisania umowy dzierżawy gruntu. Nie zrobiła tego, bo twierdziła, że jest właścicielem, a nie dzierżawcą. Chce odwrócenia decyzji wojewody, która jej zdaniem została podjęta błędnie. Niestety nie może od mysłowickiego samorządu doprosić się umowy zawartej w 1947 roku.

    - Składałam skargę na działalność prezydenta Grzegorza Osyry. Byłam na sesji Rady Miejskiej. Wszystko na nic. W czerwcu 2005 roku miasto wystosowało pozew o wydanie nieruchomości. Niekorzystny dla mnie wyrok zapadł w marcu. Spóźniłam się kilka minut na rozprawę, wyrok zapadł i nie uwzględniono dokumentów poświadczających moje prawo do gruntu. Złożyłam apelację. Walczę także o prawo do nieruchomości przez zasiedzenie. Niestety jak się dowiedziałam, mimo spraw sądowych prezydent Osyra już w grudniu sprzedał moją ziemię - denerwuje się pani Grażyna.

    Prezydent Osyra twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. - Jeśli sąd uzna inaczej, wynagrodzimy straty państwu Kowalczykom - tłumaczy. W wykazie do zarządzenia Osyry o sprzedaży działki, jakie w jego imieniu w czerwcu 2005 roku podpisał wiceprezydent Tadeusz Chowaniak, czytamy: "W części północnej nieruchomość o pow. około 1000 merów kwadratowych jest w posiadaniu osób fizycznych (bez tytułu prawnego), przeciwko tym osobom toczą się dwa procesy o wydanie nieruchomości."


    - Nie mogę się wypowiadać co do sprzedaży, bo to nie mój resort. Pisma podpisywałem, bo prezydent Osyra był w tym czasie prawdopodobnie na urlopie. Żyjemy w państwie prawa. Jeśli państwo Kowalczykowie czują się pokrzywdzeni, niech zawiadomią policję i prokuraturę - mówi wiceprezydent Tadeusz Chowaniak. •

    Sonda

    Jak sądzisz, ile powinien zarabiać prezydent miasta?

    • 3- 5 tysięcy złotych (32%)
    • 2- 3 tysięcy złotych (31%)
    • 5- 10 tysięcy złotych (26%)
    • powyżej 10 tysięcy złotych (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.